Śp. Bohdan Tadeusz Stęplewski

1931–2026

Z wielkim smutkiem zawiadamiamy, że 16 października 2026 roku, w wieku 95 lat, odszedł nasz ukochany Bohdan Steplewski.

Bohdan był oddanym mężem, kochającym ojcem, dziadkiem i pradziadkiem. Jego błyskotliwy dowcip, pełne ciepła, a zarazem stoickie usposobienie, mądrość, inżynierski talent oraz niezmienna życzliwość sprawiły, że zjednał sobie przyjaciół na różnych kontynentach, w odmiennych kulturach i wśród ludzi mówiących różnymi językami.

Uroczystość pożegnalna odbyła się 26 października 2026 roku w domu pogrzebowym na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Następnie, o godzinie 14:30, wyruszył kondukt żałobny na Starych Powązkach w stronę miejsca spoczynku (kwatera 217/3/25).

Zamiast kwiatów rodzina prosi o przekazanie darowizny na rzecz Fundacji „Prometeusz dla Seniorów” lub – alternatywnie – o zamówienie największego deseru, jaki uda się znaleźć, i poświęcenie chwili na wspomnienie o Bohdanie.

Kojąca jest dla nas myśl, że zaznał teraz spokoju, otoczony przez tych, którzy odeszli przed nim. Niech pamięć o nim będzie dla nas wszystkich nieustającą inspiracją.

„Śmierć uczy nas kochać życie, a najbardziej innych ludzi, tak samo śmiertelnych, tak samo pełnych odwagi i lęku, tak samo wychylających się tęsknotą poza granice fizycznego istnienia i budujących z miłością tę przyszłość, której nie będzie dane im oglądać." - Stanisław Lem

Uroczystość Żałobna

W imieniu Najbliższej Rodziny Pana Bohdana Stęplewskiego zmarłego w wieku 95 lat, Witam Państwa na uroczystości żałobnej ku czci. 

 
Gromadzimy się, aby serdecznie i prosto pożegnać Pana Bohdana, a swoją obecnością wesprzeć w tym trudnym dniu Jego ukochanych bliskich. Gdy ktoś z naszych bliskich umiera, to przychodzą na myśl różne wspomnienia, refleksje, zarówno smutne jak i radosne. Widzimy obrazy wspólnie przeżytych chwil. Zastanawiamy się nad sensem słów, które padły, nad gestami, które zostały uczynione. Myślimy pewnie czasem, co by było gdybyśmy zachowali się wówczas inaczej. Czasem czegoś żałujemy, a czasem zwyczajnie tęsknimy za tym, co utracone...

Zanim opuścimy te mury i udamy się w ostatnią drogę Pana Bohdana, wspomnijmy jaki był, czemu poświęcał swój czas i co było w Jego życiu ważne:

Odchodzący na zawsze z naszego grona Bohdan Stęplewski urodził się 22 września 1931 roku. Jego dzieciństwo było pogodne do wybuchu wojny. Miał zaledwie osiem lat, gdy wybuchła wojna; w czasie okupacji niemieckiej, gdy obowiązywała godzina policyjna i nie można było wyjść z domu, zajął się czytaniem książek – czasem dwóch, trzech dziennie. Ta pasja została z Nim na zawsze.

Podczas Powstania Warszawskiego w dyspozycji ojca Bohdana były fundusze rządu na uchodźstwie przeznaczone na pomoc ludziom kultury. Gdy wypędzano ludność cywilną z Warszawy po upadku powstania małoletni Bohdan wyniósł tę znaczną sumę w swojej walizeczkę i tuż po wojnie w Częstochowie fundusze wróciły do rządu Polskiego. To świadectwo człowieka, który w najtrudniejszych czasach potrafił dochować wierności temu, co ważne.

Po wojnie Pan Bohdan ukończył Liceum imienia Stefana Batorego w Warszawie i aż do śmierci brał udział w działaniach koła absolwentów tej szkoły. 

Po otrzymaniu świadectwa maturalnego podjął studia na Wydziale Chemii Politechniki Warszawskiej, które zwieńczył w 1954 roku dyplomem inżyniera chemika. 

Na studiach podyplomowych w dziedzinie chemii w 1956 roku zdobył tytuł magistra inżyniera – Master of science in Chemical Engineering.

Był starszym asystentem na Wydziale Chemii Politechniki Warszawskiej w latach 1955–1959.

W latach 1956–1961 był kierownikiem pracowni w Instytucie Chemii Ogólnej.

W 1962 roku ukończył studium w zakresie automatyki na Wydziale Łączności Politechniki Warszawskiej, i w ramach stypendium studiował też na University of Delaware w Newark, Delaware, w Stanach Zjednoczonych.

W latach 1966–1968 na pół etatu był wykładowcą dynamiki procesów dla studentów inżynierii chemicznej Politechniki Warszawskiej. 

W latach 1966–1967 pracował w pracowni projektowej w przedsiębiorstwie automatyki przemysłowej „Mera-Pnefal”, a w latach 1967–1979 był zastępcą dyrektora tegoż przedsiębiorstwa. 

W latach 1979–1994 pełnił funkcję Chief Engineer, Instrumentation, Water and Electricity Department w Abu Dhabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – głównego inżyniera ds. oprzyrządowania w Ministerstwie Wody i Elektryczności. 

W latach 1994–2005 był Chief Engineer, Instrumentation, Pencol International w Abu Dhabi. Na emeryturę przeszedł w 2005 roku, mając 74 lata, ze stanowiska głównego inżyniera – Chief Engineer.

Pan Bohdan wszędzie dał się poznać z jak najlepszej strony. Był człowiekiem życzliwym, ujmującym, bystrym i zawsze chętnym, aby pomagać innym. Był też nonkonformistą. Mimo nacisków otoczenia odmówił wstąpienia do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, co zahamowało jego awans zawodowy – nie zgadzał się na kompromis ze swoimi zasadami moralnymi. Było to jednym z powodów wyjazdu do Emiratów Arabskich.

Dużo w życiu pracował społecznie. Na przełomie lat 40. i 50. był bardzo zaangażowany w harcerstwo, organizował obozy i zajęcia. W Abu Dhabi zorganizował wspólne dowożenie dzieci do szkoły, angażując cztery rodziny, dzięki czemu dorośli uniknęli zbędnych kursów. W Warszawie zainicjował powstanie rady mieszkańców, która przeprowadziła renowację wielorodzinnego budynku, w którym mieszkała rodzina, a także dopilnował, aby wszelkie prace konserwacyjne i naprawy budynku były wykonywane terminowo. 

Pan Bohdan swe liczne obowiązki zawodowe i role społeczne  łączył z życiem rodzinnym. Był dwukrotnie żonaty. Z małżeństwa z pierwszą żoną Zofią miał syna Jacka, ale małżeństwo nie wytrzymało próby czasu, pozostał jednak wzajemny szacunek. 20 kwietnia 1968 roku wszedł w związek małżeński z Anną, z którą stworzył wspaniałą parę. Otrzymał Medal za Długie Pożycie Małżeńskie – Jego drugie małżeństwo trwało 58 lat, do Jego śmierci.

Pan Bohdan był prawym, dobrym mężem, bardzo uczciwym, opanowanym, z ogromnym poczuciem humoru. Błyskotliwy i życzliwy ludziom. Życie z Nim było ciekawe. Lubił podróżować i był otwarty na nowe wyzwania. Opiekuńczy w stosunku do rodziny, bardzo kochał swoje dzieci. Umiał łagodzić konflikty, głównie humorem.

Był niezmiennie życzliwym tatą dla swoich dzieci: Jacka i Hanny. Potrafił rozbawić nawet w najtrudniejszych chwilach, był pełen mądrości, a przede wszystkim – można było na Nim polegać. Potrafił wybaczać błędy, o ile wyciągano z nich wnioski. Cechowała Go życiowa mądrość – taka, która wynika z głębokiej refleksji i kieruje się silnym kompasem moralnym. Zachęcał do samodzielnego myślenia, zamiast podążania za tłumem, i uczył krytycznego podejścia zarówno do problemów, jak i idei. Dbał o punktualność i rutynę. Lubił aktywność na świeżym powietrzu, spacery i podróże, co zaszczepił swoim dzieciom. Przede wszystkim był bezpieczną przystanią w każdej burzy; w wychowaniu nigdy nie posługiwał się zawstydzaniem ani wpędzaniem w poczucie winy – stawiał wyłącznie na miłość, życzliwość i zrozumienie. Był największym kibicem swoich bliskich.

Doczekał wnuków: Agaty i Marka, dla których był najlepszym dziadkiem. Dzięki Niemu wnuki przeżyły wiele przygód, o których w innych okolicznościach nawet by nie pomyśleli.  Był źródłem mądrości i sprawił, że wszyscy nabrali zamiłowania do słodyczy. Nauczył wnuczęta podstawowych umiejętności życiowych. Pan Bohdan miał też szczęście doczekać prawnuczki Evelyn.

Radość i odprężenie znajdował w prostych ludzkich przyjemnościach. Kochał życie. Czytał szeroko i głęboko – szczególnie lubił historię drugiej wojny światowej i utwory Stanisława Lema. Uwielbiał tradycyjny jazz, głównie Dixie: Acker Bilk, Kenny Ball, Louisa Armstronga, Chrisa Barbera, Duka Ellingtona i innych. Pływał – szczególnie żabką, w morzu. W młodości był instruktorem żeglarstwa. Uwielbiał narciarstwo, choć miał lęk przestrzeni, więc wolał jeździć na nartach w dni, kiedy padał śnieg i było mgliście. Wyprawy po pustyni w Emiratach Arabskich, Omanie i Rub Al Khali – „The Empty Quarter” – były Jego pasją, podobnie jak podróżowanie po świecie i gra w brydża. W dzieciństwie miał psa „Figla” i przez całe życie uwielbiał wszystkie psy, znał każdego psa w sąsiedztwie. W domu, przez jakiś czas, był też kot „Cheeky”, z którym Bohdan głównie walczył, ale na starsze lata koty syna i córki uwielbiały na Bohdanie leżeć, a on przestał sie przed tym bronic.

Do końca był w świetnej kondycji jak na swoje lata. Pozostawał aktywny.

Odszedł 16 października, w wieku 95 lat. Śmierć stała się dla Niego uwolnieniem od narastającego cierpienia po upadku. 

Bohdan Stęplewski pozostawił po sobie dobre imię, miłość rodziny, wdzięczną pamięć przyjaciół i przykład życia, które nie uginało się przed tym, co niegodne. 

Żegnamy człowieka prawego, mądrego, ciepłego i odważnego. Niech spoczywa w pokoju.

Dzisiaj, w tym szczególnym dniu, Pana Bohdana żegnają najczulej jego bliscy. Ukochanego męża żegna żona Anna, z którą w powodzeniu i niepowodzeniu, zdrowiu i chorobie, przeżył 58 wspólnych lat, do kresu jaki wyznaczył im los. Kochanego ojca żegnają: Hanna i Jacek z żoną Elżbietą. Drogiego dziadka żegnają: Agata i Marek z żoną Katie. Pradziadka żegna Evelyn. Żegna Pana Bohdana cała rodzina, grono serdecznych przyjaciół, znajomych i sąsiadów. I chociaż nie wszyscy mogli przybyć na dzisiejszą uroczystość, pamiętają o Panu Bohdanie i ku temu miejscu kierują dzisiaj swe myśli. 

Photos: friends and family; Music: Acker Bilk - "Stranger on the Shore", Louis Armstrong - "St Louis Blues"

Wspomnienie - Hanna Steplewska

Jak córka może w ogóle próbować podsumować 95 lat życia człowieka, jakim był mój ojciec? Kiedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że przyjdzie mi wygłosić tę mowę, obawiałam się, że opiszę tatę tak, jak zrobiłaby to każda córka – w samych superlatywach, z miłością i całkowitym pominięciem wszelkich wad, które mógł posiadać. Jednak gdy w dniach po jego odejściu zaczęły napływać wspomnienia i kondolencje, stało się dla mnie jasne, że cechy, które dostrzegałam w tacie – jego poczucie humoru, życzliwość, cierpliwość, niezmienna gotowość do niesienia pomocy innym, a przede wszystkim ta niezachwiana, cicha uczciwość, którą ceniłam najbardziej – sprawiły, że zyskał sympatię wielu osób, nie tylko swojej bezgranicznie oddanej córki. Staję więc dziś przed Państwem w imieniu calej rodziny, aby podzielić się kilkoma wspomnieniami, które – mamy nadzieję – zachowają Państwo w pamięci razem z nami.

W licznych kondolencjach, które otrzymaliśmy w ostatnich dniach, pewne cechy pojawiały się szczególnie często.

Pierwszą z nich jest poczucie humoru: ten błysk w oku taty i uśmiech, z jakim rzucał błyskotliwe uwagi – zawsze inteligentne, a przy tym nigdy niegodzące w nikogo innego. Fakt, że potrafił to robić z równą swobodą w dwóch językach – a może i więcej; nie znam rosyjskiego ani niemieckiego, choć wiem, że on je znał – wiele mówi o sile jego inteleku.

Najbardziej jednak zapamiętałam to, jak wykorzystywał humor, by rozładować napięcie. Kiedy sprzeczał się z Aniką, to właśnie żart zazwyczaj łagodził sytuację. Gdy jako dziecko wpadałam w typowe dla tamtego wieku napady złości – zwłaszcza przed kąpielą czy porą snu – tata zamieniał to w zabawę w „przepychanki”. Polegała ona na tym, że ja stawiałam jak największy opór, a on używał wszelkich dostępnych mu sztuczek, by zaprowadzić mnie do łazienki i położyć spać. Często wyglądało to tak, że trzymałam się mebli z całych sił jakie miałam jako ośmiolatka, a on udawał że musi się nieźle namęczyć by mnie oderwać.

Nie trzeba dodawać, że każdego wieczoru okazywałam się „pokonana”. Kontynuowaliśmy tę zabawę aż do wczesnych lat mojego nastoletniego życia, kiedy to – nabrawszy sił dzięki uprawianiu sportu w szkole – zdołałam wreszcie zwyciężyć ojca. Był to pierwszy moment w moim życiu, w którym uświadomiłam sobie, że tata nie jest nieśmiertelny. Przeżyłam wówczas głęboki wstrząs.

Powiedziano mi, że ta umiejętność rozładowywania napięcia za pomocą humoru oraz pragmatyczne podejście do rozwiązywania problemów sprawiły, iż w pracy Tata zyskał opinię wybitnego kierownika projektów i głównego inżyniera.

Mój brat, mój bratanek oraz ja – wszyscy skorzystaliśmy z daru taty: zdolności do analizowania problemów, logicznej oceny możliwych scenariuszy i podejmowania decyzji. Obserwowaliśmy, jak to robi, prosiliśmy go o pomoc w takich sytuacjach, a z czasem sami nauczyliśmy się postępować w ten sposób w naszym własnym życiu. Jesteśmy mu ogromnie wdzięczni za to, że wyposażył nas w takie życiowe kompetencje – robił to w sposób tak subtelny, że niemal nie zauważaliśmy, że nas tego uczy.

Nieważne, czy chodziło o przeprowadzkę za granicę w celach zawodowych, zawarcie małżeństwa, zakup domu czy wyruszenie na jakąś przygodę – jego gotowość do wysłuchania faktów i spokojnej oceny sytuacji była rzadkim darem. Co najważniejsze, tata nigdy nie narzucał gotowych rozwiązań; zamiast tego z pełną otwartością i bez uprzedzeń przyjmował wnioski, do których sami dochodziliśmy. Dzięki temu był dla nas bezpieczną przystanią, niezależnie od tego, w jakiej „burzy” przyszło nam się znaleźć. Fundamentem tej postawy była jego uczciwość oraz niezawodny kompas moralny – co przekładało się na niezwykłą solidność charakteru i godne zaufania rady. W połączeniu z poczuciem humoru stanowiło to dla nas nieocenione wsparcie.

O tej samej umiejętności rozwiązywania problemów wspominali również przyjaciele w swoich kondolencjach. Niezależnie od tego, czy chodziło o młodych inżynierów stojących przed wyborem między emigracją do Kanady a powrotem do komunistycznej Polski, czy o znajomych zastanawiających się, czy dla ich dzieci lepszym rozwiązaniem będą studia w USA czy w Wielkiej Brytanii – tata zawsze chętnie wysłuchał i pomógł przemyśleć każdą decyzję.

Czasami jego pragmatyzm nie przynosił oczekiwanego skutku. Gdy wybuchła pierwsza wojna w Zatoce Perskiej, polska społeczność opracowała plan komunikacji, aby każdy miał dostęp do najnowszych informacji na temat ewentualnej inwazji Iranu. Przygotowano szczegółowe informacje dotyczące ewakuacji samochodami z wyspy Abu Dhabi. Tata, który przetrwał II wojnę światową, skomentował to tak: „Wiecie co? Kiedy wy wszyscy będziecie próbowali wydostać się z wyspy przez jeden z dwóch dostępnych mostów, ugrzęźniecie w takim korku, ze nikt sie nie wydostanie. A ja usiądę sobie u siebie na balkonie, otworzę piwo i będę obserwował ten korek”. Wywołało to niemałe poruszenie, ale taki właśnie był tata – pragmatyczny i zabawny.

Jako ojciec był zawsze życzliwy i zazwyczaj cierpliwy. Kiedy miałam około siedmiu lat i złapaliśmy „gumę” w naszym ukochanym volkswagenie garbusie, tata – zamiast się złościć czy denerwować – wykorzystał tę okazję, by nauczyć mnie wymiany koła. Umiejętność ta przydała się zaledwie kilka miesięcy później, gdy to mama złapała „gumę”, a ja moglam pokazać jej, jak sobie z tym poradzić. Gdy przeprowadziliśmy się do Abu Dhabi, a ja dopiero uczyłam się angielskiego, tata wraz z Jackiem cierpliwie wskazywali mi angielskie słowa i pomagali ni je wymówić. Spędzał ze mną długie godziny na plaży, ucząc mnie pływać, i podobnie jak w przypadku naszych conocnych „przepychanek”, nadszedł pamiętny dzień, w którym zaczęłam pływać stylem klasycznym szybciej od niego.

Tata tez bardzo dbał o nasze rzeczy; pewnego dnia, kiedy już raz z kolei zostawiłam na umywalce w łazience nowy zegarek mając lat 10, skonfiskował i schował go w bezpieczne miejsce. Nigdy więcej go nie odnaleźliśmy – nawet po tym, jak rodzice opuścili Abu Dhabi – ale lekcja została zapamiętana na zawsze.

Tata kochał podróże i zachęcał nas, byśmy – tak jak on – byli ciekawi świata. Niezależnie od tego, czy chodziło o wspólne zachwycanie się smakiem świeżego ananasa na Hawajach, czy o pomoc w orientacji w terenie podczas niezliczonych samochodowych wypraw po Europie, czy obserwowanie jak uczylam się zaganiania bydła na australijskim ranczu do którego namówiłam rodziców – on zawsze był otwarty na nowe doświadczenia. Dokądkolwiek się udawaliśmy – do Singapuru, Hiszpanii, Thailandji, Francji czy Japonii – jego gotowość i umiejętność nawiązywania kontaktów z innymi, a także łatwość w dzieleniu się żartem czy uśmiechem, sprawiały, że nasze podróże stawały się łatwiejsze i doprawdy wyjątkowe.

Przede wszystkim był jednak naszym największym kibicem. Był niezwykle dumny z mojego brata Jacka – z człowieka, którym się stał, oraz z kariery i rodziny, które zbudował. Ogromnie cieszył się, że Marek odziedziczył po nim miłość do żeglarstwa i kontynuuje tę pasję; był też niezwykle dumny, gdy Agata została pierwszą doktorantka w gronie jego potomków. Mała Evelyn była dla niego źródłem wielkiej radości. A jeśli chodzi o mnie – podczas wizyty u mnie w Anglii, w swoim typowym, powściągliwym stylu, powiedział: „wiesz, wyrosłaś na zupełnie porządnego człowieka”. Jeśli uda nam się żyć z taką samą uczciwością, życzliwością i poczuciem humoru, jakie cechowały jego, jestem pewna, że wciąż będziemy powodem do jego dumy.

W tradycjach rdzennych Amerykanów oraz wielu kulturach Wschodu mówi się, że człowiek umiera dwukrotnie: pierwszy raz – fizycznie, gdy ciało przestaje funkcjonować, a drugi raz – w chwili, gdy jego imię zostaje wypowiedziane po raz ostatni. Ojciec był znany z tego, ze uwielbiał słodycze. Dlatego proszę Was, abyście podtrzymali pamięć o Bohdanie w sposób, który lubił najbardziej – zjadając deser w jego imieniu. Od dziś zachęcam Was wszystkich: ilekroć będziecie mieli przed oczami kartę deserów lub okazję, by zamówić coś słodkiego, powiedzcie: „tak, za Bohdana”. Wypowiadając w ten sposób jego imię, przywołajcie wspomnienie o człowieku pełnym troski, humoru i miłości.

Kocham Cię, tato, i bardzo mi Ciebie brakuje. Do zobaczenia.

Hołd Tomasza Mraczka, przyjaciela i współpracownika

Dziękuję wszystkim przyjaciołom , że jesteście tu dzisiaj razem z rodziną , aby pożegnać Bohdana.

Niedługo po wylądowaniu dosłownie i w przenośni na środku pustyni ,poznałem Bohdana w kwietniu 1982 roku na tzw. polskiej plaży w Abu Dhabi .Zawsze nosił swój charakterystyczny kapelusz podróżnika ,z nierozłączną paczką Cameli bez filtra za pasem kąpielowek. Bardzo się wyróżniał na plaży i budził respekt. W tamtym czasie , czyli zaledwie 11 lat po odzyskaniu niepodległości z pod protektoratu brytyjskiego kraj ten i to miasto było raczej egozotycznym i mało znanym miejscem na swiecie, a Bohdan już tam zył i pracował jako jeden z pierwszych polskich inżynierów na prywatnym kontrakcie ( przez Polservice ) w rządowej firmie Departamencie Wody i Elektryczności od !979 roku .Był więc pionierem późniejszej inwazji polskich specjalistów z różnych dziedzin do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Jak się później miało okazać poznanie Bohdana i Jego żony Aniki na plaży miało kluczowy wpływ na przyjazną i pozbawiona nieprzewidzianych trudności asymilację do życia i pracy w tym kraju, gdyż bardzo chętnie się dzielili swoimi doświadczeniami i celnymi radami ,ułatwiając nowo przybyłym odnalezienie się w tym egzotycznym kraju.

Wkrótce miałem przyjemność i szczęście być zaproszony przez Państwa Stęplewskich na przyjęcie do ich przestronnego i pięknego mieszkania w stolicy , kiedy w tamtym czasie jeszcze mieszkałem na dość surowym kampie na pustyni pod miastem. Tam poznałem liczne grono międzynarodowych i polskich znajomych Bohdana i Aniki , co było początkiem naszej dalszej przyjażni i bardzo intensywnego zycia towarzyskiego z udziałem tu zgromadzonych Abu Dhabijczyków.

Miałem tez zaszczyt, jak również wielu innych polskich inżynierów spotykać się z Bohdanem na gruncie zawodowym w czasie licznych tzw. progress meetings w czasie realizacji inwestycji infrastrukturalnych przez polskie firmy . Bohdan reprezentował inwestora i , na zlecenie którego pracowali brytyjscy konsultanci ( inspektorzy nadzoru ). Polscy inżynierowie reprezentowali wykonawcę . Te spotkania bywały początkowo dość zabawnym zderzeniem mentalności i kultury anglosaskiej z polską organizacją jeszcze tkwiącą w czasach słusznie minionych . Z racji swojego stanowiska Bohdan był kluczową postacią tych spotkań i dzięki jego profesjonalnej wiedzy, życzliwości , wyrozumiałości i dobrej znajomości angielskiego potrafił w sposób bardzo profesjonalny i taktowny bez naruszania interesów swojej firmy rozładowywać wszelkie napięcia . Cieszył się dzięki temu zasłużonym autorytem i poważaniem wśród wszystkich ,zarówno polskich jak i brytyjskich inżynierów pracujących dla WED. Był dla nas bardzo pomocnym mentorem , którego uwag i rad słuchaliśmy uważnie .

Dla każdego eksperta z różnych dziedzin , który przyjeżdżał na kontrakt w Abu Dhabi poznanie Bohdana i Aniki na gruncie prywatnym było równie ważne, jeśli nie ważniejsze niż praca . Bohdan był niezwykle ciekawy ludzi i bardzo otwarty na poszerzania kręgu przyjaciół . Nikt poza Anika I Bohdanem nie miał tak ogromnego i różnorodnego grona znajomych i przyjaciół we wszystkich środowiskach zawodowych.

Bohdan był starszy ode mnie o 18 lat , ale nigdy tego nie odczuwałem . Był przedwojennym gentlemanem z duża wiedzą i klasa , zawsze elegancko ubrany i ze świetnym poczuciem humoru. Bardzo doceniał we właściwy sobie sposób uroki damskiej urody , co nie umykało uwadze ich adresatek . Na komplementy Bohdana warto było zasłużyć .

Miał Bohdan też inna słabość – miłość do słodyczy i awersję do koperku .. Któregoś roku spędzaliśmy razem noc sylwestrową w jednym z pubów , gdzie była serwowana kolacja złozona z kilku dość obfitych dań. Na deser został podany duży, głęboki talerz browni z gęstą czekoladą . Ja po tak obfitej kolacji poddałem się . Powiedziałem nieśmiało Bohdanowi , że jak ma ochotę to chętnie mu odstapie mój deser. Za niedługą chwilę na stole stały dwa puste talerze po deserze. Zawsze wszyscy mu zazdrościliśmy nienagannej sylwetki mimo takiego apetytu na łakocie . Nie pamiętam czy w którymś z dan tej nocy był koperek , ale pamiętam , że w każdej restauracji , w której mielimy przyjemność być z Bohdanem , przy wyborze dania zawsze było zastrzeżenie „ tylko bez koperku proszę „ …

Dziękujemy Ci Bohdan za naszą przyjaźń, za Twoje wsparcie na każdym gruncie , za Twój w pełni zasłużony autorytet,1za ciekawe dyskusje w piątki na plaży i Twoje nieocenione wspomnienia z czasów wojny i powstania warszawskiego . Dla wszystkich nas to był honor Cię znać i przyjaźnić się z Tobą.

Zegnaj przyjacielu , na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci i sercach.

Abu Dhabijczycy

Hołd Teresy Tarkowskiej, wdowy po Krzysztofie, najbliższym przyjacielu Bohdana

Podzieliła się wspomnieniami w imieniu grupy długoletnich przyjaciół Bohdana.

Hołd Doroty Komornickiej, przyjaciółki Hanny od urodzenia

Dorota podzieliła się wspomnieniami z wczesnego dzieciństwa.

RIP Bohdan Tadeusz Stęplewski

1931–2026

It is with heavy hearts that we share the passing of our beloved Bohdan Steplewski, who died on 16th October 2026 at the age of 95.

Bohdan was a devoted husband and loving father, grandfather and great-grandfather. His quick wit, warm but stoic demeanor, wisdom, engineering prowess and his unfailing kindness helped him make lifelong friends across continents, cultures and languages.

A memorial service was held on 26.10.2026 at Domu Pogrzebowym na Cmentarzu Wojskowym at Powązki, Warsaw, Poland, followed by the funeral procession at Starych Powązkach (Gate IV) to the gravesite at w. 217/3/25.

In lieu of flowers, the family suggests donations to Fundacja Prometeusz dla Seniorow, or simply ordering the biggest dessert they can find and taking a moment to share a story about Bohdan.

We find comfort knowing he is at peace now, surrounded by those who came before him. May his memory continue to inspire us all.

"Death teaches us to love life — and most of all other people: equally mortal, equally full of courage and fear, equally straining with longing past the borders of physical existence, and building with love that future which they will not be given to see." - Stanislaw Lem

Memorial Service

On behalf of the immediate family of Mr. Bohdan Stęplewski, who passed away at the age of 95, I welcome you to this memorial service in his honor.

We gather here to bid a heartfelt and simple farewell to Mr. Bohdan, and to offer our support to his beloved family on this difficult day. When someone close to us passes away, various memories and reflections come to mind - some sad, others joyful. We recall moments shared together; we ponder the meaning of words spoken and gestures made. We may even wonder, at times, how things might have been different had we acted otherwise. We may harbor regrets, or simply feel a deep longing for what has been lost...

Before we leave this place to accompany Mr. Bohdan on his final journey, let us reflect on the person he was, what he dedicated his time to, and what held true importance in his life:

Bohdan Stęplewski, who has now departed from our midst, was born on September 22, 1931. His childhood was serene until the outbreak of the war. He was only eight years old when the war began; during the German occupation - a time marked by curfews that kept people confined to their homes - he turned to reading, often consuming two or three books a day. This passion remained with him throughout his life.

During the Warsaw Uprising, Bohdan’s father was entrusted with funds from the government-in-exile, intended to provide aid to figures in the cultural sphere. When the civilian population was being expelled from Warsaw following the collapse of the Uprising, young Bohdan carried this substantial sum of money out in his small suitcase; shortly after the war, in Częstochowa, the funds were returned to the Polish government. This stands as a testament to a man who, even in the most trying of times, remained faithful to what was truly important.

After the war, Bohdan graduated from the Stefan Batory High School in Warsaw and remained an active member of the school’s alumni association until the end of his life.

Upon receiving his secondary school leaving certificate, he enrolled in the Faculty of Chemistry at the Warsaw University of Technology, earning his degree as a chemical engineer in 1954.

In 1956, he completed postgraduate studies in chemistry, obtaining the title of Master of Science in Chemical Engineering.

From 1955 to 1959, he served as a senior assistant in the Faculty of Chemistry at the Warsaw University of Technology.

Between 1956 and 1961, he headed a laboratory at the Institute of General Chemistry.

In 1962, he completed a program in automation at the Faculty of Communications of the Warsaw University of Technology; he also studied at the University of Delaware in Newark, Delaware (United States), under a scholarship.

From 1966 to 1968, he held a part-time position as a lecturer in process dynamics for chemical engineering students at the Warsaw University of Technology.

From 1966 to 1967, he worked in the design office of the industrial automation company "Mera-Pnefal," and from 1967 to 1979, he served as the company’s deputy director.

Between 1979 and 1994, he held the position of Chief Engineer for Instrumentation at the Ministry of Water and Electricity in Abu Dhabi, United Arab Emirates.

From 1994 to 2005, he served as Chief Engineer for Instrumentation at Pencol International in Abu Dhabi. He retired in 2005 at the age of 74, while still holding the position of Chief Engineer.

Bohdan was highly regarded wherever he went. He was a kind, engaging, and sharp-minded man, always eager to help others. He was also a nonconformist; despite pressure from those around him, he refused to join the Polish United Workers' Party - a decision that hindered his professional advancement, as he would not compromise his moral principles. This was one of the reasons he chose to move to the United Arab Emirates.

Throughout his life, he was deeply involved in community and volunteer work. In the late 1940s and early 1950s, he was highly active in the scouting movement, organizing camps and various activities. In Abu Dhabi, he coordinated a carpooling arrangement for children to get to school, involving four families - an initiative that spared the adults from making unnecessary, separate trips. In Warsaw, he initiated the formation of a residents' council, which oversaw the renovation of the apartment building where his family lived; he also ensured that all maintenance work and repairs to the building were carried out in a timely manner.

Mr. Bohdan balanced his numerous professional responsibilities and social roles with his family life. He was married twice. From his first marriage to Zofia, he had a son, Jacek; although that marriage did not stand the test of time, a mutual respect remained. On April 20, 1968, he married Anna, with whom he formed a wonderful couple. He was awarded the Medal for Long Marital Life—his second marriage lasted 58 years, until his passing.

Mr. Bohdan was an upright, good husband—deeply honest, composed, and possessed of a great sense of humor. He was brilliant and kind toward others. Life with him was always interesting. He enjoyed traveling and was open to new challenges. He was protective of his family and loved his children dearly. He had a knack for defusing conflicts, primarily through humor.

He was an unfailingly kind father to his children, Jacek and Hanna. He had the gift of bringing laughter even during the most difficult moments; he was full of wisdom and, above all, someone you could always rely on. He was capable of forgiving mistakes, provided that lessons were learned from them. He possessed a profound, practical wisdom—the kind born of deep reflection and guided by a strong moral compass. He encouraged independent thinking rather than following the crowd, and he taught his children to approach both problems and ideas with a critical eye. He valued punctuality and routine. He enjoyed outdoor activities, long walks, and traveling—passions he instilled in his children. Above all, he served as a safe harbor during any storm; in raising his children, he never resorted to shaming or inducing guilt—he relied solely on love, kindness, and understanding. He was the greatest supporter of those he held dear.

He lived to see his grandchildren, Agata and Marek, for whom he was the best grandfather imaginable. Thanks to him, they experienced many adventures they might never have otherwise considered. He was a fount of wisdom—and he also ensured that everyone developed a fondness for sweets. He taught his grandchildren essential life skills. Mr. Bohdan was also fortunate enough to live to see his great-granddaughter, Evelyn.

He found joy and relaxation in simple human pleasures. He loved life. He read deeply and widely - he had a particular interest in the history of the Second World War and the works of Stanisław Lem. He loved traditional jazz, especially the Dixieland style - Acker Bilk, Kenny Ball, Louis Armstrong, Chris Barber, Duke Ellington, and others. He enjoyed swimming, particularly the breaststroke, in the sea. In his youth, he was a sailing instructor. He was an avid skier, though he suffered from a fear of open spaces; consequently, he preferred to ski on days when it was snowing and foggy. Expeditions across the deserts of the United Arab Emirates, Oman, and the Rub' al Khali—the "Empty Quarter"—were his passion, as were traveling the world and playing bridge. As a child, he had a dog named "Figiel," and throughout his life, he adored all dogs—he knew every dog ​​in the neighborhood. For a time, there was also a cat named "Cheeky" at home, with whom Bohdan would often mostly spar; yet, in his later years, his son’s and daughter’s cats loved to curl up on him, and he no longer resisted.

He remained in excellent physical condition for his age until the very end, staying active throughout his life.

He passed away on October 16th at the age of 95. Death brought him release from the mounting suffering that followed a fall.

Bohdan Stęplewski leaves behind a good name, the love of his family, the grateful remembrance of his friends, and the example of a life that never bowed to anything unworthy.

We bid farewell to a man of integrity—wise, warm-hearted, and courageous. May he rest in peace.

Today, on this poignant day, his loved ones bid him a most tender farewell. His beloved husband is mourned by his wife, Anna, with whom he shared 58 years—through good times and bad, in sickness and in health—until the very end that fate decreed for them. His dear father is mourned by Hanna and Jacek, along with Jacek’s wife, Elżbieta. His cherished grandfather is mourned by Agata and Marek, along with Marek’s wife, Katie. His great-grandfather is mourned by Evelyn. Mr. Bohdan is also remembered by his entire family, as well as a circle of close friends, acquaintances, and neighbors. And although not everyone could be present at today’s service, they all hold Mr. Bohdan in their thoughts and turn their minds toward this place today.

Photos: friends and family; Music: Acker Bilk - "Stranger on the Shore", Louis Armstrong - "St Louis Blues"

Eulogy - Hanna Steplewska

How can a daughter even begin to summarize the 95 years of a life like my father’s? When I first realized I would have to deliver this eulogy, I worried that I might describe him just as any daughter would—in purely glowing terms, with love, and by completely overlooking any flaws he might have had. Yet, in the days following his passing, as memories and condolences began to pour in, it became clear to me that the qualities I saw in him - his sense of humor, his kindness, his patience, his constant readiness to help others, and, above all, that unwavering, quiet integrity I valued most - had earned him the affection of many, not just his own devoted daughter. So, I stand before you today on behalf of our entire family to share a few memories - memories that we hope you will hold onto, just as we do.

In the many messages of condolence we have received over the last few days, certain traits have been mentioned time and again.

The first is his sense of humor: that twinkle in his eye and the smile with which he would deliver witty remarks—always intelligent, yet never at anyone else’s expense. The fact that he could do this with equal ease in two languages speaks volumes about the strength of his intellect.

What I remember most, however, is how he used humor to diffuse tension. Whenever he had a disagreement with Anika, a joke would usually diffuse the situation. When I was a child and would have the kind of temper tantrums typical for that age—especially before bath time or bedtime—Dad would turn it into a game of "tugging and pulling." The rules were simple: I would resist as hard as I could, while he used every trick in his book to get me to the bathroom and into bed. Often, this meant me clinging to the furniture with all the strength an eight-year-old could muster, while he pretended to struggle mightily to pry me loose. Needless to say, I ended up "defeated" every single evening. We kept this game going well into my early teens, until—having grown stronger from playing sports at school—I finally managed to best my father. That was the first moment in my life when I realized that Dad wasn’t immortal. It came as a profound shock.

I’ve been told that this ability to defuse tension with humor, combined with a pragmatic approach to problem-solving, earned my father a reputation as an outstanding project manager and lead engineer in his professional life.

My brother, my nephew, and I have all benefited from Dad’s gift: the capacity to analyze problems, logically evaluate potential scenarios, and make decisions. We watched how he handled things, sought his help in similar situations, and, over time, learned to approach our own lives in the very same way. We are immensely grateful to him for equipping us with such vital life skills—he did so with such subtlety that we barely noticed he was teaching us anything at all.

Whether it was moving abroad for work, getting married, buying a home, or embarking on some new adventure, his willingness to listen to the facts and calmly assess the situation was a rare gift. Most importantly, Dad never imposed ready-made solutions; instead, he remained completely open-minded, accepting the conclusions we reached on our own without any prejudice. Because of this, he served as a safe harbor for us, no matter what kind of "storm" we happened to be facing. At the core of this approach lay his integrity and an unerring moral compass—qualities that translated into an exceptional strength of character and advice we could always trust. Combined with his sense of humor, this provided us with invaluable support.

Friends, too, mentioned this same problem-solving ability in their messages of condolence. Whether it was young engineers weighing the choice between emigrating to Canada or returning to communist-era Poland, or acquaintances wondering whether it would be better for their children to study in the United States or the United Kingdom, Dad was always ready to listen and help think through every decision.

Sometimes, however, his pragmatism did not yield the expected result. When the first Gulf War broke out, the Polish community devised a communication plan to ensure everyone had access to the latest information regarding a potential invasion. Detailed instructions were prepared for evacuating the island of Abu Dhabi by car. My father, who had lived through World War II, remarked: "You know what? When all of you try to get off the island via one of the two available bridges, you’ll end up in such a traffic jam that no one will be able to leave. As for me, I’ll just sit on my balcony, crack open a beer, and watch the gridlock." This caused quite a stir, but that was just like my father—pragmatic and humorous.

As a father, he was always kind and generally patient. When I was about seven years old and we got a flat tire in our beloved Volkswagen Beetle, Dad—instead of getting angry or upset—used the opportunity to teach me how to change a wheel. This skill came in handy just a few months later when Mom got a flat tire, and I was able to show her how to handle it. When we moved to Abu Dhabi and I was just beginning to learn English, Dad and Jack would patiently point out English words to me and help me pronounce them. He spent long hours with me at the beach, teaching me how to swim; and, much like our nightly "wrestling matches," there came a memorable day when I began to swim the breaststroke faster than he could.

Dad also took great care of our belongings. Once, when I was ten and had left my new watch on the bathroom sink—not for the first time—he confiscated it and tucked it away in a safe place. We never found it again—not even after my parents left Abu Dhabi—but the lesson was learned for good.

Dad loved to travel and encouraged us, just as he was, to be curious about the world. Whether it was savoring the taste of fresh pineapple in Hawaii, navigating our way during countless road trips across Europe, or watching me learn to herd cattle on an Australian ranch—a trip I had persuaded my parents to take—he was always open to new experiences. Wherever we went—whether to Singapore, Spain, Thailand, France, or Japan—his readiness and ability to connect with others, along with his ease in sharing a joke or a smile, made our travels smoother and truly special.

Above all, however, he was our greatest supporter. He was immensely proud of my brother Jacek—of the man he had become, and of the career and family he had built. He was overjoyed that Marek had inherited his love for sailing and continued to pursue that passion; he was also incredibly proud when Agata became the first PhD holder among his descendants. Little Evelyn was a source of great joy to him. And as for me—during a visit to see me in England, in his characteristically understated way, he remarked: “You know, you’ve turned out to be a perfectly decent human being.” If we can live with the same integrity, kindness, and sense of humor that defined him, I am certain we will continue to be a source of pride for him.

In Native American traditions and many Eastern cultures, it is said that a person dies twice: the first time, physically, when the body ceases to function; and the second time, the moment their name is spoken for the very last time. My father was well-known for his love of sweets. And so, I ask you to keep the memory of Bohdan alive in the way he would have enjoyed most—by having a dessert in his honor. Starting today, I encourage you all: whenever you find a dessert menu in front of you, or have the chance to order something sweet, say: “Yes—for Bohdan.” By speaking his name in this way, bring to mind the memory of a man full of care, humor, and love.

I love you, Dad, and I miss you so much. Until we meet again.

Tribute by Tomek Mraczek, friend and colleague

Thank you all- friends and family - for being here today to bid farewell to Bohdan.

Shortly after landing- both literally and figuratively - in the middle of the desert, I met Bohdan in April 1982 at what was known as the "Polish beach" in Abu Dhabi. He always wore his signature traveler’s hat, with an inseparable pack of unfiltered Camel cigarettes tucked into the waistband of his swim trunks. He truly stood out on the beach and commanded respect. At that time - just 11 years after the country had gained its independence from the British protectorate—this nation and city were still quite exotic and little-known to the rest of the world. Yet, Bohdan was already living and working there; having arrived in 1979, he was one of the first Polish engineers to hold a private contract (arranged through Polservice) with a government entity, the Department of Water and Electricity. He was, in effect, a pioneer for the wave of Polish specialists from various fields who would later arrive in the United Arab Emirates.

As it turned out, meeting Bohdan and his wife, Anika, on that beach played a crucial role in my own smooth assimilation—allowing me to adapt to life and work in the country without any unexpected hardships. They were always eager to share their experiences and offer sound, practical advice, making it much easier for newcomers to find their footing in this exotic land.

Before long, I had the pleasure and good fortune of being invited by the Stęplewskis to a gathering at their spacious, beautiful apartment in the capital—at a time when I was still living in a rather austere desert camp just outside the city. It was there that I met a large circle of Bohdan and Anika’s international and Polish acquaintances - a meeting that sparked a lasting friendship and a very vibrant social life among those of us living in Abu Dhabi.

I also had the privilege - as did many other Polish engineers - of interacting with Bohdan in a professional capacity during the numerous "progress meetings" held while Polish firms were executing infrastructure projects. Bohdan represented the client, for whom British consultants (supervising inspectors) worked, while the Polish engineers represented the contractor. Initially, these meetings often served as an amusing clash between the Anglo-Saxon mentality and a Polish organizational style still rooted in a bygone era. Given his position, Bohdan was a key figure at these meetings; thanks to his professional expertise, kindness, understanding, and excellent command of English, he was able to defuse tensions—tactfully and professionally - without ever compromising his own company’s interests. As a result, he earned well-deserved authority and respect among all the engineers—both Polish and British - working for WED. He was an invaluable mentor to us, and we always listened carefully to his observations and advice.

For any expert arriving in Abu Dhabi on a professional contract, getting to know Bohdan and Anika personally was just as important - if not more so - than the work itself. Bohdan was genuinely curious about people and always eager to expand his circle of friends. No one else possessed such a vast and diverse network of acquaintances and friends across so many different professional spheres as Anika and Bohdan did. Bohdan was 18 years my senior, yet I never felt that age gap. He was a pre-war gentleman of great knowledge and class - always elegantly dressed and possessed of a wonderful sense of humor. He had a unique way of appreciating feminine beauty, something that never went unnoticed by the women he admired. One truly had to earn a compliment from Bohdan.

He also had another weakness: a love for sweets - and an aversion to dill. One New Year’s Eve, we spent the night at a pub where a multi-course, hearty dinner was served. For dessert, they brought out a large, deep plate of brownies smothered in thick chocolate. After such a substantial meal, I had reached my limit. I tentatively suggested to Bohdan that, if he liked, he could have my portion. A short while later, there were two empty dessert plates on the table. We all used to envy his impeccable physique, especially given his insatiable appetite for treats. I don’t recall if any of the dishes we had that night contained dill, but I do remember that in every restaurant Bohdan and I had the pleasure of visiting, there was always one specific request when ordering: "Just no dill, please..."

Thank you, Bohdan, for our friendship, for your support in every aspect of life, for the authority you so rightfully commanded, for our engaging Friday discussions on the beach, and for your invaluable recollections of the war and the Warsaw Uprising. It was an honor for all of us to know you and to call you a friend.

Farewell, my friend—you will remain in our memories and hearts forever.

The Abu Dhabi Group

Tribute by Teresa Tarkowska, widow of Bohdan’s best friend Krzysztof

Teresa shared memories on behalf of a group of Bohdan’s lifelong friends.

Tribute by Dorota Kozłowska, Hanna’s friend since birth

Dorota shared memories from her childhood.